Będąc starcem muszę dbać o siebie by dożyć 30-tki. Co oznacza że chcąc - nie chcąc słyszę jak grono specjalistów mówi mi co mam jeść, czego mam nie jeść, co mam robić a czego nie. Powinienem porzucić alkohol, tłuste żarcie i siedzenie przed komputerem. Powinienem kicać jak króliczek i jeść to co on.
Co oznacza to w praktyce? Brak wolności. Według specjalistów powinienem praktycznie nic nie jeść, ważyć każdy gram selera który muszę jeść, nie jeść mięsa, wystrzegać się zasadniczo wszystkiego. Komputer szkodzi. Alkohol szkodzi. Hamburger szkodzi. Pizza szkodzi. Herbata szkodzi. Szkodzenie szkodzi.
Życie szkodzi.
Analizując dalej, by żyć trzeba przestać żyć. Więc co to za życie bez żadnych przyjemności? Dożyję może 120 roku życia ale mój stan psychiczny będzie gorszy niż stan autostrad i dróg expresowych w Polsce.
Więc ja mam na to radę. Będę pił alkohol ze swoimi znajomymi. Będę wcinał moje ulubione czipsy z Biedronki i pizzę. Będę siedział przed komputerem pijąc niezliczone ilości cukru z herbatą. Będę żył. Będę żył (wg specjalistów) góra 27 lat po czym umrę z powodu implozji żołądka krztusząć się własnymi wymiocinami jednocześnie przytrzymując wypadające gałki oczne.
Ale umrę ze świadomością że dobrze przeżyłem swoje życie. Dzięki temu jako 19-latek mogę doświadczać przyjemności jak za czasów młodości.
Ech, znów się ból w kolanie obudził.











--
Hey! Look! I have pencils under my ribs!
--
"Give the poor child his damn lunchable!"
--
"Damn Smarch weather..."
- Homer Simpson
--
"Damn Smarch weather..."
- Homer Simpson
--
"Damn Smarch weather..."
- Homer Simpson
Previous Page12Next Page